Grupa Odnowy w Duchu Świętym TALITHA KUM
Parafia Św. Huberta w Zalesiu Górnym, 03.03.2023
STACJA I. PAN JEZUS NA ŚMIERĆ SKAZANY
K. Kłaniamy się Tobie, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie,
L. żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
Panie, zostałeś skazany na śmierć, ponieważ lęk przed tym, co pomyślą ludzie, stłumił głos sumienia. I tak przez całą historię niewinni zawsze byli krzywdzeni, skazywani i zabijani. Jak wiele razy sami woleliśmy sukces od prawdy albo reputację od sprawiedliwości? Wzmocnij cichy głos naszego sumienia, Twój własny głos, w naszym życiu. Spójrz na mnie, tak jak popatrzyłeś na Piotra po jego zaparciu się Ciebie. Niech Twoje spojrzenie przeszyje nasze serce i pokaże kierunek, w jakim powinno podążyć nasze życie. W dniu Pięćdziesiątnicy pobudziłeś serca tych, którzy w Wielki Piątek domagali się Twojej śmierci i doprowadziłeś je do nawrócenia. W ten sposób dałeś nadzieję wszystkim. Udzielaj nam, ciągle na nowo, łaski
nawrócenia.
STACJA II. JEZUS BIERZE KRZYŻ NA SWOJE RAMIONA
Panie, TY bierzesz krzyż na swoje ramiona, jest on ciężki ugiąłeś się pod jego ciężarem.
Nikt Ci nie pomógł. Krzyż stawał się coraz cięższy z każdym kolejnym okrzykiem tłumu:
,, Precz, precz, precz na krzyż z Nim.”
Rozpoczęła się Twoja droga krzyżowa, która zaprowadziła Cię aż na Górę Golgotę.
Gdzie ja jestem?
Czy nadal wśród tłumu faryzeuszów i oszczerców?
A może głośno i rzewnie zapłaczę pod Twoim Krzyżem?
Czy potrafię z Tobą dźwigać swój krzyż?
W życiu nie jesteśmy w stanie uniknąć trudnych sytuacji. Można się na nie złościć, można przeklinać, można wreszcie szukać pomocy w alkoholu czy narkotykach albo innych, co raz to nowych sposobach ucieczki. Ale można inaczej. Można zwrócić się do Jezusa i wraz z Nim
wziąć ciężar problemów. Może one nie znikną, ale łatwiej nam będzie się z nimi uporać wiedząc, że nie jesteśmy sami.
Stacja III. PIERWSZY UPADEK
“Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu” (Łk 2,34)
Droga krzyżowa nie jest wydarzeniem należącym do przeszłości. Nie jest związana z jednym miejscem na ziemi. A my nie jesteśmy na niej tylko widzami. Wielu z nas dziś niesie swój krzyż, może to być choroba dziecka, śmierć bliskiej osoby, trudna sytuacja w domu, w szkole czy w pracy… Wielu chce być sędzią i próbują stawiać wyroki na innych. Niektórzy odchodzą, pozostawiając leżącego na ulicy, bo krzywda drugiego człowieka, to nie ich sprawa. Jeszcze inni stają się oprawcami …
Pan Jezus po raz pierwszy upada pod ciężarem krzyża, ciężarem ponad ludzkie siły, ciężarem ulepionym z grzechów całej ludzkości. Żołnierze szarpią Go, biją, kopią, zmuszając aby wstał. W tym krzyżu są też i nasze grzechy. Ile razy tłumaczymy sobie, że przecież
inni też tak robią, że teraz to są inne czasy, że uczciwość nie jest opłacalna, a wiara nie jest modna. Ile razy osądzamy, krytykujemy, oceniamy drugiego człowieka, bo przecież wiemy najlepiej jak należy postępować, jak żyć…
Układamy sobie życie po swojemu, zapominając kto nam to życie dał. Jezu, Ty nikogo nie osądzasz, nie wydajesz wyroków, jesteś przy nas niezawodnie, każdego dnia, czekasz na nas, aby nas podnieść. Bierzesz ponownie krzyż na swe ramiona i wstajesz. Pokazujesz nam, że po każdym upadku możemy się podnieść, możemy wrócić do Ciebie. Tylko musimy chcieć zobaczyć nasz grzech, zrozumieć, że to on oddala nas od Ciebie. Przekonanie o własnym grzechu, żal z powodu tego, że się zgrzeszyło i pragnienie uzyskania przebaczenia prowadzi nas do sakramentu pokuty i pojednania. To właśnie tu, Jezu, wylewasz na nas Swoje miłosierdzie. Dziś “współczesny świat” chce zabrać nam tą możliwość, mówiąc, że nie wolno grzebać komuś w sumieniu, że to trauma, że to intymne sprawy, których nie wolno ujawniać przed obcym człowiekiem. A tym samym ten “współczesny świat” chce pozbawić nas możliwości podniesienia się z grzechu i otrzymania rozgrzeszenia i przebaczenia.
Panie Jezu, Ty nieustannie mówisz: ”Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”. Prosimy Cię, dopomóż nam wstać po każdym upadku, uwolnij od zniechęcenia do dalszej walki z grzechem, daj nam siłę abyśmy również innym pomagali powrócić na drogę wiary.
Stacja IV. PAN JEZUS SPOTYKA SWOJĄ MATKĘ
FIAT
Oto Ja służebnica Pańska, niech mi się stanie wedle twego słowa. I porodziła Panna Syna. Światłość przyszła na świat dzięki „tak” Maryi, a wraz z nią Miłość i Zbawienie. To Ja wybrałem Ją sobie na Matkę, przez wzgląd na Jej Serce. To Ona potrafiła wiernie i posłusznie wypełniać wolę Ojca, towarzysząc Mi przez całe ziemskie życie. Moja Matka była Mi najbliższą osobą w czasie, gdy jako dziecko żyłem na świecie oraz w dorosłym życiu, gdy wypełniając wolę Ojca, poddałem się męce i uginałem pod ciężarem Krzyża. Moja Matka była i jest przy Mnie sercem. Ona jedyna rozumiała Mnie i kochała do ostatka. I nawet Tę najdroższą Mi Matkę oddałem Wam, z miłości, na Matkę waszą. Przyjmijcie Ją z wdzięcznością. Czy może być czulsza i lepsza opiekunka od Tej, która nade Mną opiekę sprawowała? Podzieliłem się z wami największym skarbem – Matką. Zachwyćcie się Moim darem! Urodziłem się w tobie gdy powiedziałaś swoje „tak”. I rosnę w twym sercu
jeszcze ukryty – jak w Nazarecie. Ale niebawem przyjdzie wiek dojrzały i ujawnię się aby świadczyć o prawdzie. Aby ofiarować się i zbawiać. Nie lękaj się Moich słów, potrzebne jest tylko twoje przyzwolenie – działał będę Ja. Każdego dnia mów mi swoje „tak” i bądź płomieniem miłości, który Ja będę rozniecał.
Pytasz, jak to zrobić. Tylko pragnąc tego – wszystkiego dokonam Ja. Tylko wyraź swoje FIAT jak Maryja. Ona nie uczyniła nic poza tym, że się zgodziła, pragnęła i kochała. I wszystko podporządkowała tej jedynej miłości, w której i dla której żyła. Oddała wszystko i zaufała we
wszystkim. Dlatego Ona przyniosła Mnie światu! Każdy człowiek może zrobić to samo, oddając się bez reszty Mojej woli. Proś Mamę Moją, aby upodobniła cię do Siebie. Aby przygotowała mi mieszkanie przyozdobione miłością i usłane czułością Swoją.
Stacja V. SZYMON CYRENEJCZYK POMAGA NIEŚĆ KRZYŻ PANU JEZUSOWI
Co wiemy o Szymonie z Cyreny? Wspomina o nim ewangelista Łukasz, mówiąc:
„Kiedy go już wyprowadzili, zatrzymali niejakiego Szymona z Cyreny, który wracał ze
wsi, i na niego włożyli krzyż, aby go niósł za Jezusem.” (Łk 23,26)
Mateusz napisał tak:
„Wychodząc, spotkali pewnego człowieka z Cyreny, imieniem Szymon. Zmusili go, by
niósł Jego krzyż.” (Mt 27,32)
Ze słów ewangelistów wynika, że Szymon nie zgłosił się na ochotnika, nie pożałował
ubiczowanego i wzgardzonego Jezusa… Nie było w nim buntu, przeciwko okrucieństwu,
którego był świadkiem. On nie był jakiś szczególnie zły, był po prostu zajęty swoim
własnym życiem, swoimi sprawami… Gdzieś podążał, skądś wracał i całkiem przypadkiem
spotkał na swojej drodze Boga…
Możemy do tego dołożyć słowa bł. Anny Katarzyny Emmerich, która pisze, że:
„Szymon bronił się i wymawiał wszelkimi sposobami, ale zmuszono go do tego przemocą
(…) Szymon przystępował do Jezusa z wielkim wstrętem i odrazą, bo też Jezus tak
nędznie wyglądał, taki był sponiewierany, w sukniach pokrwawionych, powalanych
błotem.”
Czy Szymon rozpoznał w Jezusie Boga? Czy to spotkanie zmieniło jego życie? Nie
dowiadujemy się tego z tekstu Pisma Świętego. Bł. Anna Katarzyna Emmerich dodaje
tylko, że:
„Płacząc, spojrzał Pan na niego wzrokiem pełnym miłosierdzia, zabrał się więc Szymon
do tego, by pomóc Chrystusowi. (…)”
Jezu, ile razy przychodzisz do nas, patrzysz na nas takim właśnie wzrokiem i mówisz:
Spójrz, ja dla Ciebie cierpię… zobacz jak bardzo Cię kocham… oddaje za Ciebie swoje własne życie… A my zamiast przylgnąć do Twoich stóp i je ucałować, jesteśmy zajęci swoim życiem – mamy serial do obejrzenia, kredyt do spłacenia, kolejne studia do skończenia…a Ty tak bardzo nie pasujesz do naszego życia, taki jesteś niedzisiejszy,
nie cyfrowy… i do tego dajesz nam tą miłość zupełnie za darmo, a my tak mało jesteśmy w stanie dać z siebie…
Dotknij Jezu naszych serc, abyśmy umieli docenić Twoją ofiarę i odpowiedzieć na Twoją miłość. Przymuś nas czasem do zrobienia takiego dobra, na które nas samych jeszcze nie stać. I pomóż nam rozpoznawać nawet najdziwniejsze drogi Twojego przychodzenia…
Stacja VI. WERONIKA OCIERA TWARZ JEZUSOWI
Mój Jezu, gdzie były te wszystkie setki ludzi, których ciała i dusze uzdrowiłeś? Gdzie byli oni, gdy potrzebowałeś choćby najmniejszej oznaki pocieszenia? Ten brak wdzięczności zapewne sprawiał, że krzyż był prawie nie do udźwignięcia. Czy Twoje oczy wędrowały po tłumie, szukając pocieszenia choćby jednej osoby, jednej oznaki litości, jednej oznaki żalu,
miłości, współczucia? Z tłumu mężczyzn i kobiet, najodważniejszą okazała się Święta
Weronika, która bez względu na konsekwencje, wyłamuje się ze schematu i okazuje Ci godność, ofiarowując Ci swój cienki welon, aby otrzeć Twoją krwawiącą Twarz. Twoje kochające Serce, zawsze wypatrujące najmniejsze oznaki miłości, odcisnęło na nim Obraz Twojej rozdartej Twarzy! Jezu, proszę Cię, powielaj we mnie postawę Św. Weroniki, abym widział Twoje Oblicze w każdym człowieku. Abym zawsze był gotowy do służby na Twoją chwałę, bez względu na to, co myśli i mówi tłum.
Stacja VII. JEZUS PO RAZ DRUGI UPADA POD KRZYŻEM
Jezus “znów” upada – upada po raz drugi, mimo pomocy Szymona. To “znów” bywa bardziej bolesne i upokarzające niż sam upadek. Można sobie mocno postanowić i obiecywać, że następnym razem będzie lepiej, mądrzej, cierpliwiej, z opanowaniem, rozsądniej. A jednak znów upadam i znów w ten sam sposób. Chociaż jesteśmy w różnym wieku, to i tak wszyscy upadaliśmy wiele razy, Dlatego chcemy Jezu patrzeć na Twój drugi upadek, jak na kolejną szansę do powstania, do lepszego życia. Widzimy w Twoim cierpieniu zaproszenie do bardziej przemyślanego życia, życia owocnego. Jezu upadający po raz drugi, jak jesteś mi bliski, gdy przygnębia mnie powtarzalność moich błędów i porażek. Patrząc na Ciebie,
widzę jaka jestem słaba. Mimo wszystkich starań i wysiłków, znów będę potrzebować Twojej pomocy, Twojej łaski i przebaczenia. Wiem, że podejmowany przeze mnie wysiłek, nie jest Ci obojętny. W Twoje ręce składam moją niemoc, moją słabość i wiem, że mnie nie odrzucisz. Wiem też, że przez pokorę i przez wyznanie win, wydam owoc stukrotny…
Stacja VIII. JEZUS SPOTYKA PŁACZĄCE NIEWIASTY
Łatwo jest pocieszać innych, kiedy nam samym jest dobrze. Ale kiedy cierpimy, może pojawić się pokusa zamknięcia się w sobie, bo ból zamyka serce. Nie wolno dać się zasklepić bólowi! Właśnie wtedy trzeba rozerwać kajdany egoizmu, zapomnieć o sobie,
o swoim cierpieniu, rozewrzeć szeroko wrota serca i iść ku innym, żeby pomagać.
„Nie płaczcie nade Mną, płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi. (…) Bo jeśli z zielonym drzewem to czynią, cóż się stanie z suchym? ”
Nie chodzi o to, albo nie tylko o to, by się wzruszać bezmiarem cierpienia Jezusa. On, mimo udręczenia i poniżenia, pozostał zielonym drzewem, bo cały zakorzeniony był w Ojcu. Prawdziwie godny pożałowania jest ten, kto zachowując nawet zewnętrznie niezły
wizerunek, wewnętrznie usycha. Jezu, naucz mnie płakać nad moją nędzą, nad moim
uporem w budowaniu na piasku i na własnych pomysłach. Chcę na nowo zapuścić w Tobie korzenie i czerpać z Ciebie życie, by moje gałązki się zazieleniły. Bym wydał owoc.
Stacja IX. TRZECI UPADEK PANA JEZUSA
Panie Jezu, to Twój trzeci upadek, upadek pod ciężarem moich grzechów. A mój? Nie potrafię już zliczyć, który. Znałeś je wszystkie zanim stworzyłeś wszechświat, nawet te, które jeszcze przede mną. Ale ta wiedza nie powstrzymała Cię przed powołaniem mnie do życia. Wiedziałeś, że moje życie będzie Cię kosztowało TWOJE. Mimo to, niezmiennie mnie
kochasz i pragniesz spędzić ze mną wieczność. Wiesz, z czego jestem utworzona, pamiętasz, że jestem prochem. Nie brzydzisz się mną. Wprost przeciwnie, jesteś pełen współczucia. Kiedy leżę poraniona swoim grzechem, niezdolna się podźwignąć, zgorszona
sobą, bez nadziei na jutro, zdecydowana się poddać, sam pochylasz się nade mną i mnie przygarniasz. Twoja wierność przymierzu, pomimo moich niewierności, nie pozwala Ci pozostać w upadku. Mimo krańcowego wyczerpania – powstajesz, aby dokończyć dzieła odkupienia mnie. Twoja miłość jest niezmordowana, niewyczerpana i nieodwołalna. Twoim
powstaniem uczysz mnie, że z Tobą jest zawsze nowe, że jako jedyny, potrafisz ze zła wyprowadzić dobro. Prześcigasz się w sposobach przemawiania do mojego serca i podnoszenia mnie z grzechów, które ranią nie tylko mnie, ale wszystkich wokół. Dajesz mi Siebie w swoim Słowie, w Eucharystii, w spowiedzi świętej. Aranżujesz wydarzenia, stawiasz ludzi, a jeśli trzeba, posyłasz aniołów, abym doświadczyła w sercu, że nie chcesz „śmierci grzesznika, ale żeby się nawrócił i żył”! Ty już zapłaciłeś Panie, a ja mam przyjąć Tę zbawczą, darmową Miłość i pozwolić Ci, abyś mnie za każdym razem podnosił. Bądź uwielbiony Panie w Twojej determinacji kochania grzesznika, kochania mnie.
Stacja X. JEZUS Z SZAT OBNAŻONY
Jezus obnażony – uosobienie czystości. Oglądają Go wszyscy ze wszystkich stron.
Nie znajdą w Nim żadnego grzechu, nie znajdą w Nim żadnej nieczystości. Tak wielu z nas się boi, że się wyda, że się coś okaże, że ktoś wyciągnie coś o nas na dzienne światło.
Jak sobie poradzić z tym strachem?
Ta droga jest bardzo prosta: spowiedź i pokuta.
Kto naprawdę umarł z Tobą Jezu, ten nie ma czego się bać i wstydzić. Temu nie są potrzebne szaty tytułów, osiągnięć, nieustannych sukcesów w rywalizacji, kłamstwa ani chwalenie się. Ten staje się wolny od szat tego świata a ubiera się w szaty wolności.
Któryś za nas cierpiał rany …
Stacja XI. JEZUS DO KRZYŻA PRZYBITY
„To nie gwoździe Cię przybiły, to mój grzech”.
Jezu, ile razy zdarzyło mi się stanąć pod Twoim krzyżem i westchnąć modlitwą faryzeusza ze świątyni: Boże, dzięki Ci, że jestem taka dobra i oddana Tobie, i to nie przeze mnie zostałeś zabity! To oni Ci to zrobili: ci wszyscy niewierzący, ten morderca, tamten zdrajca, ta aborcjonistka! To nie ja…
Tymczasem Jezu, Ty zawisłeś na krzyżu osobiście PRZEZE mnie i osobiście DLA mnie!
Przybijam Cię wciąż wieloma gwoździami:
- moją pychą: to oni, to nie ja, ja jestem od nich inna, bardziej się staram,
tyle dla Ciebie robię! - moim osądem: ten to oszust i pijak, a tamta fałszywa i intrygantka!
- moją zazdrością: dlaczego im się tak dobrze powodzi, a mi nie?
- moim lenistwem: niech oni coś wreszcie zrobią, ja już się napracowałem,
mam prawo odpocząć! - moją pożądliwością: chcę mieć ten samochód, jego żonę, muszę wygrać,
chcę być wyjątkowy, muszę mieć uznanie! - wreszcie przybijam Cię do krzyża moim zwątpieniem: muszę sobie ze
wszystkim poradzić sama, bo Ty mi Boże pewnie i tak nie pomożesz!
A Ty, Jezu, patrzysz na mnie z krzyża z wciąż tą samą niepojętą i nieskończoną miłością!
Panie, daj mi serce skruszonego celnika, które będzie umiało przyznać:
To nie ONI Cię przybili, to mój grzech”.
I nie pozwól mi zwątpić w Twoją Miłość do mnie.
Stacja XII. JEZUS UMIERA NA KRZYŻU
Wykonało się.
Panie Jezu, patrzę na Twoje martwe, umęczone ciało na krzyżu. Największa miłość wymagała najwyższej ofiary. Największego poświęcenia – bezwarunkowego. Ty nie stawiałeś żadnych warunków. Do końca posłusznie wypełniłeś wolę Ojca, by dać nam zbawienie. Twoje umęczone martwe ciało na krzyżu jest znakiem prawdy i wypełnionej obietnicy. Panie Jezu, Ty jesteś miłością prawdą i światłem w ciemnościach. Naucz mnie stawać w prawdzie, nie składać fałszywych obietnic. Naucz mnie tak jak Ty, kochać bezwarunkowo.
Stacja XIII. JEZUS Z KRZYŻA ZDJĘTY
Przebite serce przestaje pracować. Jezus, Bóg-Człowiek umiera. I choć wiedział, jaki będzie kres Jego ziemskiej wędrówki, i choć wiedział, że umrze to jednak nie oszczędzał się, trudził się przez lata, żył pełnią swojego ziemskiego powołania. Kiedy nie liczymy się ze śmiercią, to tak naprawdę, nie potrafimy mądrze przeżyć ani jednego dnia z naszego życia. Jakże często jesteśmy przy Jezusie, bo potrzebujemy zdrowia, szczęścia, radości. Można być przy Nim, by inni to wiedzieli i podziwiali, można być jedynie „na pokaz”. Ale można szukać u Niego sensu dla swego życia, prawdy, światła, duchowego ładu i pokoju bez względu na okoliczności. W NIM to wszystko jest, i tylko w NIM! Jak to osiągnąć?
Jezus mówi jak:
„Nie bój się. Wierz tylko.” Mk 5,36
„Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.”
Mt 24,13
Stacja XIV. PAN JEZUS DO GROBU ZŁOŻONY
Twoje Ciało, Panie Jezu, po wielu godzinach męki, spoczęło wreszcie w grobie. Grób opieczętowano i postawiono przy nim straże. Nadszedł moment pozornego tryumfu zła. Ludzie pełni pychy sądzili, że można dla własnych interesów Cię zabić, pozbyć się Ciebie.
Podobnie dzieje się i teraz, nie brakuje tych, którzy ulegając złu, pragną uśmiercić Boga w duszach ludzi i uczynić z nich niewolników, obiecując fałszywą wolność i fałszywe szczęście.
W okresie Wielkiego Postu daj nam Panie być jak niewiasty siedzące przy Twoim grobie, które zawodziły i opłakiwały Cię aż do zachodu słońca. Napełnij nasze serca równie głębokim bólem i udziel daru łez, gdy będziemy rozważać Twoją niepojętą miłość do nas.
Panie Jezu, daj nam w całej prawdzie zobaczyć i opłakiwać nasze grzechy, które były powodem Twojej udręki i śmierci. Spraw, byśmy jak Ty, umarli dla świata, odrzucając wszystko, co oddala nas od Ciebie.
Stacja XV. ZMARTWYCHWSTANIE PANA JEZUSA
Śmierć Jezusa zasmuciła Jego uczniów. Przestraszyli się, że z nimi będzie podobnie. Zamknęli wszystkie drzwi ze strachu przed Żydami. Zmartwychwstanie otworzyło im oczy.
Przypomnieli sobie wszystko, co Jezus wcześniej powiedział. Na nowo Go zobaczyli, dotknęli i w Niego uwierzyli. My też jesteśmy podobni do Tomasza i innych uczniów.
Musimy uczyć się coraz bardziej wierzyć w Jezusa i Jezusowi. Panie Jezu, wszystko, co kiedykolwiek powiedziałeś, co obiecałeś, co zapisane jest w Słowie, jest aktualne i dziś, w konkretnej sytuacji mojego życia, w życiu każdego z nas. W dzisiejszej aklamacji mówisz do mnie, mówisz do nas: „Odrzućcie od siebie wszystkie grzechy i uczyńcie sobie nowe serce i nowego ducha.” Nowe serce i nowy duch to nowe życie, to zmartwychwstanie, to życie w Tobie i to już dzisiaj, nie tylko w przyszłości, nie tylko w odniesieniu do wieczności. Panie Jeżu, dziękuję Ci za Twoją miłość aż po krzyż, miłość, która pokonała śmierć. To co, było i jest po ludzku niepojęte, stało się faktem. Zmartwychwstałeś i żyjesz! Zmartwychwstały Jezu, ukaż nam swoje oblicze, nie ono odmieni życie każdego z nas i prowadź nas drogą zbawienia!